Bart:
Jakies dwa tygodnie temu Beatka podhajpowała mi link, który ściął mnie z nóg. Byłem uzależniony.
Że zacytuję siebie: To kwintesencja słowa "bizarre" (to akurat syso). To wszystko co chcielibyście wiedzieć o byciu klawym, ale baliście się zapytać. To najświeższe owoce tropikalne, prosto z krzaka. Bezwzględne w środkach poczucie humoru (z delikatnymi smugami rzeczy, których raczej nie spodziewałbym się zobaczyć ze sobą w jednej miseczce ryżu), lokalność i ułańska fantazja rzuciły mnie na kolana:
Bewzględna nawijka zdradza oznaki geniuszu, a smaczki w postaci "mini refleksji" to niemal perfekcja. Jaram się jak pojebany.
Te ciuchy są warte miliardy hipster dolarów; bez cienia wątpliwości oraz wysiłku dają szusa na "next level", czyli w wolnym tłumazceniu "przechodzą program".
Wszystkiego (dosłownie, WSZYSTKIEGO) można dowiedzieć się z, jeszcze ciepłego, wywiadu:
Ilość maleńkich detali powala, poza tym "if you like it we like it too, and if you hate it, it's beacause you're not on my level" zamyka niejeden temat.
Jak się okazuje, ich widea błyskawicznie opanowały świadomość blogosfery i wywołały istną "hipsterię" w sieci, od vice'a po pitchfork każdy zachodzi w głowę czy oni są niedorozwinięci/ afrykańską wersją Ali'ego G/wyrzutkami ze szkół plastycznych czy chuj wie czym. Oni są ODPOWIEDZIĄ.
Syso:
Pamiętam dobrze mój pierwszy kontakt z "Nieruchomym Poruszycielem" na ENH2009. Powiedziałem sobie, tuż po obejrzeniu pierwszych scen, ze jeżeli ten film okaże się być pomyślany od początku jako jazda, to będzie to jedna z najlepszych jazd mojego życia. Niestety, w połowie seansu znałem już prawdę i skończyło się na bece z żenady. Zaznaczmy, że potężnej (mój kumpel płacze do dziś).
Styczeń 2010, Bart zapodaje mi Die Antwoord, które dostał z kolei od Beaty. I znowu to samo, oczekiwanie na weryfikację, będzie to przemyślany majstersztyk, czy tylko coś tragicznie-śmieszno-złego? Wystarczyła pierwsza minuta "Enter the Ninja" i... przepraszam, ale czy można było mieć jeszcze jakieś wątpliwości? Estetyka wokalna à la dawna Aqua, koleś chory na progerię w przebitkach (Leon Botha, tak, on naprawdę tak wygląda), katana i samuraj - dla mnie by już wystarczyło, problem tylko w tym że tego jest więcej, dużo więcej, wszystko na "next level beats" (ponieważ "DJ Hard Deck, he owns a PC computer"), z tekstami w afrikaans i południowoafrykańskim angielskim.
Można i warto skupiać się na detalach (baunsujące jajca okryte gatkami z Dark Side Of The Moon w "Zef Side"? Komiksy Tom & Jerry na stole w czasie wywiadu?), ale jedną ogólną rzecz zauważmy wyraźnie: tu nie chodzi o kolejny projekt, w którym dokładnie wiemy i czujemy z czego się śmiejemy, to nie jest następne Flight of the Conchords czy Lonely Island. To nowa, autonomiczna jakość, w której kulturowe punkty odniesienia są tylko miejscami, z których jazda wybija się w Kosmos, koniecznie przez wielkie "K". Die Antwoord nie można porównywać do nikogo. Nimi wypada się tylko zachwycać.
Jakies dwa tygodnie temu Beatka podhajpowała mi link, który ściął mnie z nóg. Byłem uzależniony.
Że zacytuję siebie: To kwintesencja słowa "bizarre" (to akurat syso). To wszystko co chcielibyście wiedzieć o byciu klawym, ale baliście się zapytać. To najświeższe owoce tropikalne, prosto z krzaka. Bezwzględne w środkach poczucie humoru (z delikatnymi smugami rzeczy, których raczej nie spodziewałbym się zobaczyć ze sobą w jednej miseczce ryżu), lokalność i ułańska fantazja rzuciły mnie na kolana:
Bewzględna nawijka zdradza oznaki geniuszu, a smaczki w postaci "mini refleksji" to niemal perfekcja. Jaram się jak pojebany.
Te ciuchy są warte miliardy hipster dolarów; bez cienia wątpliwości oraz wysiłku dają szusa na "next level", czyli w wolnym tłumazceniu "przechodzą program".
Wszystkiego (dosłownie, WSZYSTKIEGO) można dowiedzieć się z, jeszcze ciepłego, wywiadu:
Ilość maleńkich detali powala, poza tym "if you like it we like it too, and if you hate it, it's beacause you're not on my level" zamyka niejeden temat.
Jak się okazuje, ich widea błyskawicznie opanowały świadomość blogosfery i wywołały istną "hipsterię" w sieci, od vice'a po pitchfork każdy zachodzi w głowę czy oni są niedorozwinięci/ afrykańską wersją Ali'ego G/wyrzutkami ze szkół plastycznych czy chuj wie czym. Oni są ODPOWIEDZIĄ.
Syso:
Pamiętam dobrze mój pierwszy kontakt z "Nieruchomym Poruszycielem" na ENH2009. Powiedziałem sobie, tuż po obejrzeniu pierwszych scen, ze jeżeli ten film okaże się być pomyślany od początku jako jazda, to będzie to jedna z najlepszych jazd mojego życia. Niestety, w połowie seansu znałem już prawdę i skończyło się na bece z żenady. Zaznaczmy, że potężnej (mój kumpel płacze do dziś).
Styczeń 2010, Bart zapodaje mi Die Antwoord, które dostał z kolei od Beaty. I znowu to samo, oczekiwanie na weryfikację, będzie to przemyślany majstersztyk, czy tylko coś tragicznie-śmieszno-złego? Wystarczyła pierwsza minuta "Enter the Ninja" i... przepraszam, ale czy można było mieć jeszcze jakieś wątpliwości? Estetyka wokalna à la dawna Aqua, koleś chory na progerię w przebitkach (Leon Botha, tak, on naprawdę tak wygląda), katana i samuraj - dla mnie by już wystarczyło, problem tylko w tym że tego jest więcej, dużo więcej, wszystko na "next level beats" (ponieważ "DJ Hard Deck, he owns a PC computer"), z tekstami w afrikaans i południowoafrykańskim angielskim.
Można i warto skupiać się na detalach (baunsujące jajca okryte gatkami z Dark Side Of The Moon w "Zef Side"? Komiksy Tom & Jerry na stole w czasie wywiadu?), ale jedną ogólną rzecz zauważmy wyraźnie: tu nie chodzi o kolejny projekt, w którym dokładnie wiemy i czujemy z czego się śmiejemy, to nie jest następne Flight of the Conchords czy Lonely Island. To nowa, autonomiczna jakość, w której kulturowe punkty odniesienia są tylko miejscami, z których jazda wybija się w Kosmos, koniecznie przez wielkie "K". Die Antwoord nie można porównywać do nikogo. Nimi wypada się tylko zachwycać.
zaproszę Was w 


